book of the month | William Paul Young CHATA

 

 

 

Jesienią każdy wolny wieczór mamy ochotę spędzać pod kocem, bez makijaży, z nosem w książce i solidnym kubkiem rozgrzewającej herbaty w ręku. Jak mawiał pewien znany myśliciel,  czytanie to najtańszy i najszybszy rodzaj podróży. Kiedy więc podróżować jeśli nie w mgliste, deszczowe dni? Kilka ostatnich wieczorów upłynęło mi na podróżach na kemping, później do chaty na odludziu. Tak, mowa o światowym bestsellerze Williama Paula Young „Chata”.

Tę książkę autor napisał dla swoich dzieci, miała ona być metaforą domu, który buduje się na cierpieniu. Rozdał kilka kopii dzieciom i znajomym. Znajomi zaczęli przychodzić po więcej egzemplarzy, żeby obdarować nimi swoich bliskich. Następnie autor wysłał ją znajomemu pastorowi, który namówil go do wydania książki. Początkowo żadne wydawnictwo nie chciało jej wydać, chrześcijańskie wydawnictwa z powodu zbyt świeckich treści, a komercyjne z powodu zbyt religijnych.

Fabuła powieści z początku jest bardzo realistyczna. Głownym bohaterem jest Mac,  który zabiera swoje dzieci na kemping. Są tam również jego znajomi z pociechami. Akcja na kempingu toczy się szybko. Kajak z dziećmi Maca przewraca się. Ojciec bez wahania wskakuje do wody. W całym tym zamieszaniu zapomina o małej córeczce Missy, która siedziała przy stoliku i rysowała. Gdy emocje już opadają, nikt nie spodziewa się, że za chwilę znów wzrosną.

Missy znika.

Na kempingu podnosi się alarm. Ojciec rozpaczliwie biegnie i szuka wszędzie tam, gdzie podpowiada mu jego intuicja. W chwili kiedy sprawdza męskie toalety, podświadomie już wie, że Missy nie mogło przytrafić się nic dobrego. Ta myśl przeraża go tak bardzo, że prawie mdleje. Policja od razu łączy tą sprawę z seryjnym mordercą, który zostawia znaki. Tak też bylo w przypadku Missy. Ślady prowadzą do opuszczonej chaty na odludziu, gdzie służby znajdują zakrwawioną sukienkę Missy. Ciała jednak nie udaje się odnaleźć. Wszyscy nienaturalnie szybko zapominają o sprawie. Wszyscy oprócz rodziny Missy. Mac nie może się pogodzić z tą stratą.

Koleje strony są dosyć zaskakujące- wkraczamy w surrealistyczny klimat, w którym szczerze mówiąc nie do końca potrafiłam się odnaleźć. Mac otrzymuje list z zaproszeniem na weekend do tej samej chaty, w której ktoś brutalnie zamordował jego córkę.

Pojawienie się nagle osób z różnych zakątków świata o różnych kolorach skóry kontrastowało ze spójnymi i realistycznymi jak dotąd zdarzeniami. Autor przedstawia spotkanie Maca z Trójcą Świętą w sposób nieco dziecinny, jednak jest w tym pewien urok. Co wydarzyło się w chacie tamtego weekendu? Jak Mac poradził sobie z bólem po stracie i od nowa zaufał Bogu? Czy w ogóle zaufał?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *